zadziałaj dla siebie

Najlepszą porą na zrzucanie kilogramów jest…

Spróbuję nakreślić bardzo obrazowo schemat myślenia współczesnego człowieka odnośnie odżywiania się i stylu życia. Chciałabym przez to pokazać absurd i bezsensowność w podejmowaniu (albo nie podejmowaniu w ogóle) decyzji dotyczących odchudzania się.
Aby zdecydować się na zmianę swych nawyków i zachowań zdrowotnych trzeba mieć poczucie w tym jakiegoś sensu i potrzebę ów zmiany, a także świadomość niewłaściwego postępowania. Coś musi się najpierw stać, żeby następnie zmobilizować się do działania. Dlatego zacznijmy od podstaw.

 

Wiosna, lato, jesień, a może zima?

 

Uważam, że każda pora roku jest nieodpowiednia do podjęcia decyzji i działania w kierunku poprawy swego zdrowia dla osoby, która całe życie sprytnie szuka sobie wymówek i usprawiedliwień. Przyjrzyjmy się poniższemu schematowi.


Podobno najłatwiej jest schudnąć latem, więc z takim nastawieniem i z wielkim zapałem człowiek zaczyna szykować sobie niskokaloryczne, dietetyczne posiłki. Udaje mu się to przez jakiś czas, ale przypomina sobie, że są przecież wakacje! Urlopy, grille z przyjaciółmi, wesela, koncerty, liczne wyjazdy do rodziny…To stałe elementy letnich miesięcy i tym samym wiele ma on okazji do ciągłego konsumowania wysokokalorycznych potraw. Wyciąga więc z tego wniosek – lato wcale nie sprzyja zrzucaniu kilogramów. Lody i gofry z bitą śmietaną w centrum miasta, smażona w głębokim tłuszczu rybka nad morzem, piwo i koniecznie coś do chrupania na imprezie czy koncercie…, to wszystko mówi samo za siebie.


Zatem skoro nie lato to jesień. Tak, tym razem na pewno się uda, bo już nie będzie tylu imprez, na których spożywa się kaloryczne potrawy i będzie miał więcej czasu dla siebie. Niestety jesienią nadchodzi czas na inną wymówkę – nic mu się nie chce, brzydka pogoda, nie ma w sobie energii do działania, przez deszcz nie może wyjść z domu, by poćwiczyć (tak jakby latem wielce trenował), zresztą do wiosny ma jeszcze tyle czasu!


Szybko nadchodzi zima. Czas świąt, Sylwester (i noworoczne postanowienia!), karnawał, a przecież nie wypada się głodzić w święta. Poza tym zimą wcale nie musi wyglądać jak gwiazda Hollywood…


I tak mija miesiąc za miesiącem, a nasz człowiek stoi w miejscu wraz ze swoimi niepożądanymi kilogramami, a gdy zbliża się marzec w głowie świta jedna myśl: czas pomyśleć o jakiejś diecie, najlepiej cud, bo nie zdąży przecież schudnąć 15kg do maja „jedynie” zdrowo się odżywiając. I co robi człowiek w takim momencie? Biegnie do kiosku, bierze pierwszą z brzegu gazetę z nagłówkiem: schudnij 10 kg w dwa tygodnie i ponownie (który to już raz?) z wielkim zacięciem zabiera się do eksperymentowania ze swoim organizmem (i pomyśleć, że każdy człowiek ma instynkt samozachowawczy). Do kompletu kupuje jeszcze herbatkę odchudzającą, którą od miesiąca na okrągło reklamują w TV z nadzieją, że przyspieszy spalanie tłuszczu (a przecież wiadomo, że żadna herbatka nie spali tłuszczu tylko raczej odwodni, wypłucze cenne elektrolity z ustroju i zmusi do pobytu w toalecie w najmniej oczekiwanych momentach).


I jaki z tego efekt? Udaje mu się schudnąć 7 kg! Rewelacja! Nie ważne, że jest osłabiony, że włosy wychodzą garściami i wszystko wokół go dekoncentruje. Mija maj, czerwiec…i wielkie rozczarowanie, bo jak to się stało, że waży 9 kg więcej?


No właśnie. I tym sposobem „nasz” człowiek dobrnął do kolejnego lata – czasu urlopów, grillów, wesel, spotkań towarzyskich, koncertów... Znowu stoi w miejscu, z tą samą niezadowoloną miną, ze swoją tuszą, której miał się przecież do tego czasu pozbyć.


Tak oto wiele osób postępuje notorycznie co rok, powtarzając ten sam schemat, z którego trudno jest się wyrwać. Zastanawiam się tylko, ile takich praktyk organizm ludzki jest w stanie wytrzymać. Nie tylko fizycznie, ale i psychicznie.

 

Dlaczego odkładamy decyzję o zmianach
na potem?

 

Dlaczego tak się dzieje? Sądzę, że winę za ten stan ponoszą przede wszystkim dwie rzeczy: pierwsza to brak wiedzy oraz błędne myślenie (często jego brak) o zdrowym odżywianiu i pozbywaniu się nadwagi. Druga przyczyna to nieumiejętność wyznaczania sobie realnych celów (np. 10kg w miesiąc) i nastawianie się na zbyt szybkie efekty. Do zobrazowania tego posłużę się przykładem pewnej nastolatki, która przyszła kiedyś do mnie prosząc o pomoc w pozbyciu się 10 kilogramów nadwagi (coraz więcej  bardzo młodych dziewcząt z problemem nadwagi odwiedza mój gabinet). Otóż miała ona za sobą wiele nieudanych prób zrzucania masy ciała, będąc na rozmaitych „gazecianych” dietach często chodziła głodna i nigdy nie udawało jej się wytrwać w nich przez dłuższy czas. Postanowiła tym razem wziąć się rozsądniej za siebie, schudnąć na dobre bez utraty zdrowia i już nie tyć.


Oczywiście zaoferowałam jej swą pomoc zaznaczając kilkakrotnie, że nie będzie chudła błyskawicznie, lecz powoli (po to, by znów nie nastąpił efekt jo-jo) i tym razem bez uszczerbku na zdrowiu. Oczywiście była ze mną zgodna, co do każdego założenia. Po kilku dniach otrzymując ode mnie opracowany dla niej plan żywieniowy, zapoznała się z nim i oznajmiła, że bardzo jej się podoba i tak jak się umówiłyśmy przyjdzie za miesiąc, by dokonać weryfikacji pierwszych efektów (nie tylko w masie ciała, ale i ewentualnych zmian w samopoczuciu itp.). Po 3 tygodniach wykonując do mnie telefon stwierdziła, że jadłospis ów jej jednak nie odpowiada, ponieważ – jak to określiła - „ma w nim za dużo do zjedzenia” (dotąd wydawało mi się, że świetnie byłoby sobie pojeść, a mimo to chudnąć, ba, to nawet jedno z największych marzeń współczesnego człowieka!).


Spytałam więc, czy pamięta jaki plan sobie założyłyśmy i czy przypadkiem nie oczekuje zbyt szybko na spektakularne efekty (organizm w różny sposób reaguje w pierwszych tygodniach na zmiany w żywieniu, niektóre osoby chudną od razu, a inne dopiero po wielu tygodniach). Ponadto na naszym pierwszym spotkaniu ustaliłyśmy, że jeśli będą z jej strony jakiekolwiek pytania czy problemy w realizacji jadłospisu, od razu się do mnie odezwie. W odpowiedzi na moje pytanie usłyszałam słowa podziękowania i zapewnienie, że jednak sama sobie poradzi, a że nie mam w zwyczaju nikogo na siłę zatrzymywać, spokojnie przyjęłam tę wiadomość.


Takie sytuacje nie są dla mnie niestety niczym nowym. Spotykam się bardzo często z przejawami dużej niecierpliwości u wielu osób i braku w nich wytrwałości w dążeniu do założonych celów. I jakby tego było mało, winę za porażki ponoszą później doradcy żywieniowi i dietetycy, jako że są mało skuteczni w tym, co robią…


Podsumujmy: niewiedza i błędne myślenie o zdrowym odżywianiu, stawianie sobie nierealnych celów oraz brak cierpliwości to główne przyczyny niepowodzeń w traceniu zbędnych kilogramów.


Wszystkich tych, do których taki scenariusz ewidentnie pasuje oraz tych, którzy tylko częściowo są zdezorientowani w działaniach zmierzających do poprawy swojego życia w sensie zdrowotnym skłaniam do refleksji i do podjęcia decyzji o zmianie tego stanu, bo lepiej późno niż wcale.

 

Ewelina Wieczorek

www.epicentrumzdrowia.pl

www.dietacwiczeniaodchudzanie.epicentrumzdrowia.pl/blog-dieta-cwiczenia-odchudzanie