zadziałaj dla siebie

O tym, jak „dbamy” o nasze dzieci

                      
Uczestnictwo w życiu szkolnym wymaga od dzieci nie lada wysiłku, czego wielu z nas podczas „oceny” pracy ucznia zdaje się nie brać pod uwagę. Jeśli coś wymaga od człowieka wysiłku, musi on być na tyle w formie, by temu sprostać. A co to znaczy być w formie? No właśnie. Wielu z nas zapomina o tym, że dobra forma psychiczna, jakiej wymagamy od naszych dzieci (racjonalne myślenie, zdolność koncentracji, skupienie uwagi, świetna spostrzegawczość i pamięć - w efekcie dobre oceny na świadectwie) zależy od tego, w jakiej formie fizycznej jest dziecko. A z tym niestety nie jest najlepiej.

 

Badania wskazują, że w trakcie roku szkolnego aż 80% uczniów jest przemęczonych. Wielu z nich ma obniżoną odporność i tym samym częściej przechodzi infekcje. Przyczyny, to na ogół niewyspanie, brak ruchu, zbyt dużo lekcji w jednym dniu, ciągła nauka w domu, lecz przede wszystkim…niewłaściwa dieta.

 

Dzieci u dietetyka

 

Coraz więcej rodziców zgłasza się do mnie ze swoimi pociechami, aby pomóc im zmienić nawyki żywieniowe i zrzucić nadprogramowe kilogramy. I od razu dodam, że nie tylko o kilogramy tu chodzi. Rodzice mają coraz większą świadomość tego, że ich dzieci „pracują” na swoje zdrowie w przyszłości, a z tym może być kiepsko, jeśli będą postępować tak jak dotychczas. Ponadto owa forma psychiczna, o której wspomniałam wyżej, pozostawia u tych dzieci wiele do życzenia, bo jeśli z ciałem (zdrowiem fizycznym) jest coś nie tak, to i psychika nie funkcjonuje prawidłowo. Tych dwóch aspektów nie można rozdzielać. Do tego dochodzą jeszcze problemy natury emocjonalnej (niższe poczucie własnej wartości) i społecznej (uczeń otyły jest nierzadko wyśmiewany w szkole przez inne dzieci, traktowany w kategoriach mniej sprawny, „gorszy”).

 

Wobec tego postanowiłam w tym miejscu skupić się na problemie, który jeszcze do niedawna w Polsce nie istniał - problem otyłości u dzieci. Być może ktoś powie: jak to nie istniał? Przecież zawsze były otyłe dzieci. Owszem, były, ale nie był to problem na taką skalę.

 

Od kiedy to wygoda służy zdrowiu?

 

Skąd wzięła się ta diametralna zmiana w „wyglądzie” i zdrowiu naszych dzieci w porównaniu do czasów dawniejszych? Powodem tego jest masowy przypływ do Polski „dóbr” z Zachodu, a w szczególności „zachodniego” sposobu odżywiania (dania typu Instant, słodycze, chipsy, słodkie napoje), proponowanego przez nich stylu życia (zamiast uprawiać sport lepiej pograć w grę komputerową; prościej wyjść do baru na hamburgera niż ugotować w domu zdrowe danie; przyjemniej przełączać kanały w TV leżąc na kanapie niż wyjść na relaksujący spacer czy poczytać mądrą książkę).


Ponadto stale propaguje się jazdę samochodem w każde, nawet najbliższe miejsce zamiast nakłaniać do chodzenia pieszo. To wszystko sprawia, że życie staje się co prawda w wielu przypadkach wygodniejsze, ale niestety niesie za sobą ryzyko chorób cywilizacyjnych (otyłość, cukrzyca, choroby serca, miażdżyca, nowotwory), a także problemów natury psychicznej (depresje, nerwice, brak poczucia sensu życia, samotność). Skoro my, dorośli, dajemy się złapać w sidła takiego przekazu i niewłaściwych sposobów na życie, to tym bardziej dzieci, bo uczą się przede wszystkim od nas i to nas naśladują.

 

Złe wzorce przekazywane przez dorosłych

 

Dzieci odżywiają się na ogół tak, jak ich rodzina. Jeśli w domu jada się wspólnie rodzinne posiłki, które przyrządzane są z myślą o zdrowiu, to jest duże prawdopodobieństwo, że dzieci w przyszłości będą robiły podobnie. Jeśli rodzice dają swoim dzieciom wartościowy posiłek do szkoły, to być może nie będą odczuwały potrzeby kupowania sobie niezdrowych przekąsek w szkolnym sklepiku. Gdy rodzice spędzają czas wolny w sposób aktywny, prawdopodobnie zakorzenią w swoich pociechach potrzebę ruchu. To my, dorośli, mamy dawać im przykład i nie zgodzę się ze stwierdzeniem niektórych rodziców, że dzieci robią i tak to, co ich rówieśnicy, ponieważ obalilibyśmy teorię o znaczeniu środowiska rodzinnego w kształtowaniu psychiki dziecka.


Owszem, koledzy mają duży wpływ na dziecko, bo w szkole tak już jest, że przynależność do grupy jest uzależniona od tego, czy dziecko podporządkuje się regułom w niej panującym, np. wszyscy po szkole regularnie grają zdalnie w grę internetową (pochłaniając przy tym nierzadko piramidkę przekąsek). Wtedy pojawia się dylemat: albo pójdzie za głosem kolegów, albo zacznie chodzić na zajęcia sportowe lub zdecyduje się na relaks w inny (rozsądniejszy) sposób.

 

Ważne pytania... i refleksja

 

I w takich momentach jakże ogromna jest rola rodziców. Jednak rodzice bardzo często mówią: ale my przecież nie mamy wpływu na to, co nasze dziecko je w szkole i czy ćwiczy po lekcjach, ponieważ oboje pracujemy i nie mamy czasu go kontrolować. Więc należy zadać sobie szereg pytań: czy rozmawialiśmy kiedykolwiek z dzieckiem o tym, czym jest zdrowie, co należy robić a czego unikać, by je osiągnąć? W jaki sposób przyrządzane były posiłki, gdy dziecko było młodsze? Czy spożywaliśmy je razem? A może częściej niż zdrowy domowy obiad wybieraliśmy wyjście do baru szybkiej obsługi? Czy znajdowały się często w domu niezdrowe przekąski? No i wreszcie, czy spędzaliśmy czas aktywnie wychodząc wspólnie na spacer, rower, basen?
To wszystko może wydaje się banalne, ale proszę mi wierzyć, że właśnie TO kształtuje wiedzę, myślenie i późniejsze wybory naszych dzieci w kwestii odżywiania i zdrowia.

 

Szanujmy organy wewnętrzne

 

Przypomnijmy sobie czasy, kiedy będąc dzieckiem nasi dziadkowie bardzo sprytnie próbowali przemycić do naszych żołądków słodki batonik mówiąc: no zjedz, bo taki szczuplutki jesteś… Dopiero co zjedliśmy obiad, a na stole już stały ciasteczka i czekoladki, by za dwie godziny skonsumować jeszcze porządną kolację. Czy jest to charakterystyczne tylko dla dawniejszych czasów? Ależ skąd! To trwa do dziś! Dlatego tak istotne jest uświadamianie dorosłych o tym, jak niebezpieczne jest stosowanie takich praktyk. Nie można traktować żołądka jak śmietnik. Jest to organ, który potrzebuje przerwy w pracy, który nie może stale trawić, bo w ten sposób nadmiernie się eksploatuje.


To samo z wątrobą i trzustką, w których po spożyciu posiłku następuje szereg skomplikowanych procesów. Trzeba pamiętać o tym, że organy wewnętrzne zużywają się tak samo jak urządzenia RTV i AGD (przy czym te ostatnie możemy sobie regularnie wymieniać). Może to dziwne porównanie, ale tak właśnie jest. Poza tym w momentach oferowania naszym dzieciom kolejnej słodkiej przekąski działamy niekorzystnie na jego tkankę podskórną, w której tworzą się niepotrzebnie nowe komórki tłuszczowe. Komórki te nigdy nie znikają, lecz bardzo szybko zapełniają się w chwilach otrzymania nadwyżki energii, która nie może zostać spalona. W taki sposób potęgujemy rozrastanie się istniejących już komórek oraz sprawiamy, że powstają kolejne. I po kilku latach (a nawet miesiącach) dziecko jest ociężałe, źle się czuje i…musi przejść na dietę.

 

Jedzmy po to aby żyć.. nie odwrotnie

 

Złe wzorce, brak świadomości o tym, co niezdrowe i jak funkcjonuje ludzki organizm, „wpychanie” dzieciom pożywienia na siłę, to czynniki zagrażające człowiekowi. I od razu krótkie wyjaśnienie dla tych, którzy mają wyjątkowo szczupłe dzieci czy wnuki: naprawdę nie trzeba się tym martwić. Bardzo dobrze, że takie właśnie są (proszę tylko nie mylić dzieci naturalnie szczupłych z niedożywionymi). W dzisiejszych czasach to właśnie owa szczupłość jest synonimem zdrowia, a nie tak jak kiedyś pulchna buzia. Dzieci szczupłe mają na ogół więcej energii niż otyłe. W dużo mniejszym stopniu są zagrożone chorobami, o których wspomniałam wyżej.


Dlatego nie „dbajmy” o nie w taki sposób, nie przyzwyczajajmy do niezdrowych i słodkich przekąsek oraz jedzenia „za dwóch”, bo wyrządzamy im wielką krzywdę. Nie biegajmy za dziećmi z łyżeczką, bo nie za to są nam wdzięczne. Gdy będą głodne, na pewno nas o tym poinformują. Nie próbujmy takimi praktykami im wmawiać, że konsumowanie posiłków to najważniejsza sprawa w życiu człowieka. Nie przyczyniajmy się do tego, by musiały pozbywać się w przyszłości nadmiernych kilogramów i nie sprawiajmy, by szukały pocieszenia w jedzeniu, bo może być to tylko krok od zaburzeń odżywiania, takich jak anoreksja czy bulimia.

 

Ewelina Wieczorek

www.epicentrumzdrowia.pl

www.dietacwiczeniaodchudzanie.epicentrumzdrowia.pl/blog-dieta-cwiczenia-odchudzanie