zadziałaj dla siebie

"Dbam o siebie". Co to hasło oznacza?

                        
Dość często pada z ust moich klientek/ klientów stwierdzenie, że dbają o siebie. Wtedy pytam, co to według nich znaczy? Co konkretnie robią, że twierdzą, iż o siebie dbają? Czasami zapada grobowa cisza… Lubię skłaniać swoich klientów do refleksji nad tym hasłem.
 

Zasada 4 razy U

 

Co to znaczy „dbać o siebie” w sensie żywieniowym? Czy znaczy to nie odmawiać sobie produktów, które się uwielbia? Czy może „dbać o siebie” znaczy tyle, co stale się głodzić z obawy przed przytyciem? A może oznacza to nie dopuszczać do uczucia głodu, bo przecież człowiek panicznie boi się głodu, co ma w gruncie rzeczy swoje uzasadnienie. Tą właściwą interpretację najlepiej zobrazuje nam tzw. zasada 4 razy U.


Pierwsze U oznacza Umiar. My wiemy dziś doskonale, co to znaczy umiar w jedzeniu, tyle, że na ogół nie chcemy tego przestrzegać. Pytanie, dlaczego? Na to pytanie już każdy sam musi sobie odpowiedzieć. Nie ważne, jakiej odpowiedzi sobie udzielisz: nie interesuje mnie to; jestem uzależniony od pewnych produktów; pogubiłem się w tym; cierpię na zaburzenia łaknienia; …, warto pomyśleć, czy da się coś z tym zrobić, aby było dla Ciebie najkorzystniej w sensie zdrowotnym oraz zastanowić się, jak to zrobić.


Dzisiejsze życie sprzyja podjadaniu, ponieważ jest stały dostęp do żywności. Mamy wszystko w zasięgu ręki, w przeciwieństwie do dawniejszych czasów, kiedy o jedzenie człowiek musiał się starać. To ma jak widać swoje minusy. Minusy to nawet mało powiedziane. To jest dla wielu ludzi prawdziwa katastrofa, która degraduje ich zdrowie, zarówno fizyczne jak i psychiczne.


Druga zasada to U jak Urozmaicanie. Celem żywieniowym człowieka powinno być stałe zaspokajanie głodu oraz dostarczanie na bieżąco wszystkich niezbędnych składników odżywczych do organizmu. Jak to zrobić? No na pewno nie poprzez dietę kapuścianą, owocowo-warzywną, ziemniaczaną czy modną ostatnio dietę proteinową. W naszym codziennym menu powinny znaleźć się produkty z wszystkich pięter piramidy żywieniowej, a więc produkty zbożowe, nabiał, mięso i ryby, owoce i warzywa, tłuszcze. Również to, co jest na samym wierzchołku, czyli słodycze - spożywane od czasu do czasu jako źródło energii, nie koniecznie tylko wśród sportowców. Jedynie w taki sposób możemy zapewnić sobie względne dostarczenie wszystkich składników mineralnych i witamin.

Trzecie U to Unikanie. Tym, od czego powinniśmy stronić, jest przede wszystkim cukier i sól. Nie sposób od nich uciec, ba, nawet nie byłoby to wskazane. Cukier daje bowiem szybką energię, a chlorek sodu reguluje gospodarkę wodną organizmu oraz wpływa na stan pobudliwości komórek nerwowych i kurczliwość mięśni. Mimo to, człowiek nie może dziś narzekać na brak zarówno pierwszej jak i drugiej białej substancji, które dodawane są na każdym kroku do produktów. Dlatego unikanie oznacza w tym przypadku rezygnację z dosładzania napoi i dosalania potraw.

I czwarte U oznacza Uregulowanie. Regularność w spożywaniu posiłków to według mnie priorytet. Dlaczego? Organy wewnętrzne też zasługują na odpoczynek. Jeśli stale coś przeżuwasz, Twoje organy wewnętrzne nie mogą odpocząć, gdyż muszą obrabiać wszystko na bieżąco. Stąd tak ważne są 3-4 godzinne przerwy w konsumpcji. Pomiędzy posiłkami trzeba jednak pić napoje – wodę, herbatę.


Do tych 4 zasad dorzuciłabym jeszcze dwie inne zasady U, aczkolwiek niezwiązane już z jedzeniem: U jak Uśmiech każdego dnia oraz U jak Uprawianie sportu, o czym poniżej.

Każda wymówka jest dobra

Co to znaczy „dbać o siebie” w sensie sportowym? Leżeć do góry brzuchem, by się nie przemęczyć? A może w celu uniknięcia jakiejś „strasznej” kontuzji lepiej nie wychodzić w ogóle z domu?

Siedząc na kanapie i pochłaniając kolejnego batonika fundujesz sobie jedynie kłopoty. A przecież człowiek nie lubi kłopotów... (chyba, że się mylę).


Kobieta czy mężczyzna mający pracę siedzącą MUSZĄ uprawiać sport po powrocie do domu, jeśli zależy im na zdrowiu i prawidłowej masie ciała. Nie koniecznie codziennie, 3-4 razy w tygodniu po 60 minut w zupełności wystarczy. Czy to tak wiele?


Najbardziej zaskakują mnie wymówki (przecież jakąś trzeba sobie ułożyć, żeby nie ćwiczyć) w stylu: nie mam czasu! Tyle, że kto ma dziś czas? Nikt nie ma moi Drodzy czasu, bo KAŻDY ma zawsze coś do zrobienia – praca, dzieci, dom, sprzątanie, sprawy osobiste, wyjazdy... KAŻDY ma jakieś obowiązki. Inna wymówka to – nie stać mnie na zajęcia sportowe. A kogo dziś na wszystko stać? Zawsze brakuje funduszy na różne cele. KAŻDY ma jakieś wydatki.


I w tym miejscu zwracam się do Was z osobna: wybacz mi ewentualną złośliwość, ale nie jesteś pępkiem świata. Nie tylko TY jesteś tym jedynym, zmęczonym brakiem czasu i pieniędzy człowiekiem. KAŻDY ma problemy. Tylko, że jedni potrafią sobie z nimi świetnie radzić, a inni tkwią w bagnie po uszy całe życie.


Kiedyś zastanawiałam się, jak to jest, że niektórzy znajdują dodatkowy czas na aktywność fizyczną, a inni nie? Mój znajomy odpowiedział mi na to pytanie mniej więcej w taki sposób: pierwsza grupa to ludzie ambitni, niezwykle zorganizowani, z głową pełną celów i potrafiący je realizować. Druga zaś to osoby, które nie wiedzą, co to w ogóle znaczy słowo „aktywność fizyczna”, a jeśli wiedzą, to brakuje im charakteru, który jest niezbędny do bycia typem sportowca. Sam przyznasz chyba, że coś w tym jest.


Tak samo można powiedzieć o kwestiach materialnych – jedni potrafią umiejętnie wydawać inni nie. Jedni potrzebują nowej bluzki, podczas gdy w szafie leżą ich dziesiątki, inni zaś chcą zainwestować i zrobić ze swoim życiem coś więcej, niż tylko egzystować i stale narzekać, jak to się źle dzieje. Jedni (dla relaksu) włączają sobie seriale oraz programy informacyjne w TV i już w ogóle zaczynają zachowywać się jak ogłupieni, a inni biorą sprawy w swoje ręce i sami tworzą sobie własne życie, chcąc uczynić je bardziej wartościowym. I takich ludzi według mnie należy podziwiać oraz brać z nich przykład.

Bez ruchu nie ma zdrowia


Znam wiele osób, które nie ruszają się wcale, a kiedy przychodzi czas na imprezę, na którą trzeba włożyć jakiś elegancki kostium płaczą, że trzeba zafundować sobie dietę-cud, bo oponka urosła. No cóż, od trenowania by nie urosła… A wystarczyłoby zapisać się na fitness i poświęcić godzinkę kilka razy w tygodniu.


Osobiście nie wiem, dlaczego tak wielu ludzi ma przekonanie, że rekreacyjny sport jest nudny i wymaga jakichś szczególnych poświęceń (swoją drogą, nie chcę wiedzieć już nawet, co mają do powiedzenia na temat sportu wyczynowego… To jest dopiero nuda!).


Obserwując osoby ćwiczące choćby w CYKLOMANII na zajęciach Indoor Cycling, widzę tylko uśmiechy na ich ustach. One wiedzą bowiem, po co przychodzą, widzą efekty zarówno w poprawie swoich sylwetek jak i samopoczuciu, co jeszcze bardziej je motywuje. A co najistotniejsze – traktują to jako relaks, a nie przykry obowiązek.


I tylko w taki sposób mamy szansę osiągnąć swoje cele, jeśli sport stanie się naszą pasją. Nigdy nie będzie inaczej, jeśli na początek nie poczynimy pierwszego kroku, jakim jest wyjście z domu.

Do tego gorąco Was moi Drodzy zachęcam, bo właściwa dieta i dużo ruchu to są najbardziej właściwe i najskuteczniejsze metody dbania o siebie w prawdziwym tego słowa znaczeniu.

 

Ewelina Wieczorek

www.epicentrumzdrowia.pl

www.dietacwiczeniaodchudzanie.epicentrumzdrowia.pl/blog-dieta-cwiczenia-odchudzanie